|
Folklor to również ludzie – legendy, wyróżniające się swoją specyfiką, charakterem, osobowością czy dokonaniami (np. mężczyzna trojga nicków Kapitan_Galery, Harpooner, Mistrz_Trzcinki, organizuje osławione już kursy żeglarskie dla pań z bogatą ofertą ,,dodatkowych atrakcji”.
45-latek z centrum Polski, postanowił wykorzystać fakt, że Polacy coraz bardziej otwarcie mówią o swoich nietypowych potrzebach seksualnych.
- Dlaczego organizujecie imprezy zawsze gdzie indziej ? - zwracam się do kapitana "Galery" - doświadczonego instruktora żeglarstwa, który zastrzegł sobie anonimowość. - By nikt nie domyślił się, co to jest za impreza, wiele kobiet chce przeżyć tak ekscytujące wakacje, ale żadna z nich nie chce się do tego przyznać w swoim środowisku, ja zresztą też nie. - - Dlaczego ??? - Żyję, pracuję i działam społecznie między ludźmi, "Galera" to tylko dwa tygodnie odskoczni i to nie każdego roku. - Jak organizuje Pan nabór ? - Poprzez ogłoszenia w pismach erotycznych. - Kto zgłasza się na wasze rejsy.? - Na rejsy zgłaszają się kobiety, które chcą przeżyć coś ekscytującego i odpowiada im taka forma wakacyjnej przygody a chcą się przy okazji nauczyć podstaw żeglarstwa i zdać egzamin, oczywiście wszystkie "dziewczynki" chcą by absolutnie nikt o tym nie wiedział. - Czy zgłaszają się drugi raz ? - Nie ma sensu uczyć się od podstaw czegoś, co już się nieźle umie, ale kilka moich wychowanek zgłasza taką chęć, organizuję w tym roku dla nich kurs manewrowy na sternika jachtowego. - Czy zdarzyło się, że zgłosiła się osoba, której chodziło tylko o żeglowanie ? - Zdarza się to dość często, wychodzi w pierwszej rozmowie telefonicznej w takiej sytuacji polecam zwyczajny kurs. - Czy zdarza się Panu być tam instruktorem ? - Jeżeli tak to ta dziewczyna tego nie wie, swój adres (nie skrytkę i zastrzeżoną komórkę) podaję dziewczynom, w trakcie podpisania umowy i po wpłacie pierwszej raty za udział. - Ile to kosztuje ? - Nieco mniej niż zwykły kurs żeglarski, bo ja tu szkolę za darmo, ale niewiele, bo koszty naboru i czarteru są nieco wyższe. - Skąd biorą się tak dobre wyniki egzaminów ? - Kursy są małe liczebnie, gdyż przyjmuję tylko załogę jednego jachtu cztery, maksymalnie 4 – 6 dziewczyn, więc do każdej mogę podejść indywidualnie, by ją jak najwięcej nauczyć, a żeglarstwo jest to sport, w którym nie powinno być miejsca dla gap i oferm, jeżeli na normalnym kursie tłumaczę dziewczynie 50 razy co to jest ostrzenie, co odpadanie i ona nadal robi odwrotnie, to na "Galerze" bardzo szybko "wytłumaczy" jej to "kot o siedmiu ogonach" na wieczornym apelu. Dwutygodniowy rejs wystarcza do zdania egzaminu. - Kto to jest "kot o pięciu ogonach" ? - Nie, kto, tylko, co - pięciopalczasta dyscyplina, nazwa pochodzi z brytyjskiej marynarki wojennej, oczywiście "kot" na "Galerze" nie jest taki straszny, jak jego brytyjskie pierwowzory. Jest to pięć cienkich rzemyków. - Jak wygląda dzień na "Galerze" ? - Jak na normalnych rejsach; pobudka, śniadanie, żeglowanie, w wolnych chwilach nauka przedmiotów teoretycznych. Po kolacji wykłady i konsultacje. Jedynym odstępstwem jest apel przed kolacją, na którym podsumowuje się dzień, wyznacza i wymierza kary. - Jakie kary przewiduje regulamin ? - "Chłostę" - kilka uderzeń "kotem" po gołej pupie ilość uderzeń jest zależna od przewinienia. - Kto wymierza karę ? - Czasem koleżanka, jedna wyznaczona lub wszystkie po kolei, czasem ja. - Od czego to zależy ? - Od rodzaju przewinienia, ale najbardziej od wcześniejszych uzgodnień. - Jak wygląda wymierzanie kary ? - Po skończeniu zajęć i wieczornej kąpieli w jeziorze, obowiązkowo przy wszystkich na apelu w dziennym rozkazie zostaje podane do wiadomości, kto, za co i ile "kotów" ma otrzymać, skazana się przekłada i dostaje lanie. - Jak to się wszystko zaczęło ? - Stosunkowo niedawno 10 lat temu, dorabiałem po pracy popołudniami jako ratownik na plaży i lekcjami pływania, przyszła do mnie dziewczyna, której nie można było nic nauczyć, była tak zestresowana, że nic do niej nie docierało. Kiedy chciałem zrezygnować, przyznała, że nie jestem jej pierwszym nauczycielem pływania, a ona bardzo tego chce. W trakcie rozmowy powiedziałem "próbowałem wszystkich metod, mogę Cię jeszcze tylko prać?" i otrzymałem odpowiedź: "To mnie bij, byle bym tylko nauczyła się pływać". Na kolejne lekcje umawialiśmy się na bezludnej dzikiej plaży. - I z jakim skutkiem ? - Nauczyła się, ale pupa po lekcjach bywała w pręgach. Przeżycie to było bardzo ekscytujące dla nas obojga. Pierwszy rejs "Galery" został zorganizowany, w następnym roku, dla niej i jej przyjaciółki, byliśmy w trójkę na kabinowej "słonce" a egzaminy wtedy jeszcze były na "omegach" - Czy właśnie wtedy, na tych lekcjach pływania, po raz pierwszy zbił Pan kobietę ? - Jeżeli nie liczyć klapsów ręką przez ubranie i gadania to tak. - Już wtedy używał Pan "kota o siedmiu ogonach"? - Nie, bo go nie miałem, używałem tego, o co jest najłatwiej nad jeziorem - wiklinowych witek, "kot" pojawił się rok później, na pierwszym rejsie z "galerniczkami". - Skąd wzięła się nazwa "Galera" i co ona oznacza? - Galera to wiosłowo żaglowy okręt wojenny lub statek handlowy a galernik to wioślarz na galerze - skazaniec lub niewolnik. Właśnie w pierwszym rejsie na Misiu po egzaminie trzeba było przejść kawałek na wiosłach, dziewczyny stwierdziły, że są galerniczkami i tak się już utarło. - Kapitana poznałam, jako studentka IV roku - mówi współtwórczyni i pierwsza uczennica "Galery" - koniecznie chciałam nauczyć się pływać, byłam jedyną w grupie, która tego nie potrafiła, na kilku kursach nic z tego nie wyszło, kiedy przechodziłam plażą i zobaczyłam ogłoszenie, "Indywidualne lekcje pływania 100% gwarancji lub zwrot pieniędzy" zgłosiłam się. Kapitan pracował do 19.00 a potem uczył pływania. Z uczenia mnie po kilku próbach zrezygnował, ale akurat w tym dniu nie miał pieniędzy, prosił bym przyszła za dwa dni, dostanie pieniądze od następnych uczniów to mi zwróci. Kiedy przyszłam trochę spóźniona w umówionym terminie, kapitan uczył pływać kilkuletniego chłopca. Czekając aż wyjdą z wody, wdałam się w rozmowę z jego mamą, i dowiedziałam się, że jest to pierwsza lekcja, mały już leżał na wodzie a ja się tego panicznie bałam. Kiedy wyszli z wody i matka z synem poszła, kapitan chciał mi zwrócić pieniądze, a ja prosiłam, powiedziałam, że chcę pływać za wszelką cenę, uzgodniliśmy, że jeszcze spróbujemy metody "rózeczkowej", ale od jutra i mam się naprawdę dobrze zastanowić. Po podpisaniu odpowiedniego dokumentu, w dzikim ustronnym miejscu przystąpiliśmy do pierwszej lekcji. Kiedy mniej więcej po pięciu minutach musiałam wyjść z wody i otrzymałam pierwsze razy wiklinową witką w mokrą gołą pupę, byłam wściekła i z tej wściekłości, chciałam jemu i sobie udowodnić, że zrobię strzałkę. Udało się, złość pokonała strach. Wieczorem w łóżku doszłam do wniosku, że było to wspaniałe, ale kiedy już przyszło do następnej lekcji, czułam dziwny strach już nie przed wodą a przed witką, i starałam się wszystko robić jak najlepiej. Udało się zrobić prawidłowy ruch nóg żabki i obyło się bez bicia, ale do domu wracałam zawiedziona. Pod koniec trzeciej lekcji, kiedy mogłam już być pewna, że znów nie będzie lania celowo zamiast płynąć w kierunku brzegu skierowałam się ku środkowi, straciłam grunt i kapitan musiał doholować mnie do brzegu już nie bałam się wody, a pragnęłam bicia. Za takie nieposłuszeństwo lanie było solidne, pierwszy raz w życiu mnie naprawdę pupa bolała a ja byłam bardzo szczęśliwa - Rozumiem, że lanie od Kapitana było pierwszym w Pani życiu ? - W dzieciństwie dostawałam tylko delikatne klapsy od Mamy. - Jak powstał pomysł pierwszego rejsu "Galery"? - Swoje osiągnęłam - nauczyłam się pływać, a dodatkowo było to fantastyczne przeżycie dla nas obojga. Kapitan podczas powrotów z dzikiej plaży opowiadał o żeglarstwie, zwłaszcza, iż nasze lekcje były pod koniec lipca a w sierpniu płynął do Turku na wyspach Alandzkich (nauką pływania dorabiał na sfinansowanie swojego udziału w rejsie). Kiedy spotkaliśmy się jesienią po jego powrocie i słuchałam jak opowiadał o Alandach, stwierdziłam, że też bym chciała żeglować. Początkowo chciał mnie zabrać na normalny kurs, na który jechał jako instruktor. Pomyślałam jednak, iż dla mnie będzie do nie do przyjęcia, być przez niego uczona i nie karana. Chciałam jeszcze raz przeżyć lekcje pływania, nauka żeglowania w podobnym stylu mogła być równie wspaniała, ale kapitan powiedział, że to niemożliwe, bo uczyć się żeglarstwa trzeba, co najmniej w dwie osoby plus instruktor. Na szczęście, siedząca tu Basia - wówczas moja najlepsza przyjaciółka - jedyna, której przyznałam jak nauczyłam się pływać - wyraziła chęć wzięcia udziału i popłynęliśmy we troje. - Z jakim skutkiem ? - Obie zdałyśmy egzamin na 5. - Jak Pani myśli , dlaczego ? - Po pierwsze Kapitan jest doświadczonym instruktorem, po drugie dobór uczestniczek jest nieprzypadkowy obie miałyśmy podobne marzenia i odczucia i doskonale się rozumiałyśmy, po trzecie jest to bardziej mobilizujące od normalnych rejsów, przynajmniej dla mnie, co roku pływam w rejsy i (czasem) brakuje mi tam "Kota" a czasem chciałabym móc go użyć w mojej pracy ze studentami. - Czym dla Pani jest "Galera" ? - Wspaniałą odskocznią od normalnego szarego życia. Grupą kilku wspaniałych przyjaciółek - kobiet różnych zawodów i statusu społecznego, z którymi łączy mnie wspólna skrzętnie strzeżona tajemnica. - Czemu skrzętnie strzeżona ? - W pracy i gronie swoich znajomych nie chcę uchodzić za zboczoną, wyobraża sobie Pani szpalty w katolickich gazetach "pedagog akademicki..." - Niewiele mogę do tego dodać - stwierdziła siedząca obok - druga uczestniczka pamiętnego rejsu na „słonce” - Z Kasią przyjaźnię się od pierwszego roku studiów, zawsze razem spędzałyśmy wakacje, często sama jej dokuczałam, że nie umie pływać,. Po lipcowych praktykach, na których wyjątkowo byłyśmy osobno, fakt, że ona umie pływać był szokiem dla wszystkich znajomych. Kiedy opowiedziała mi jak do tego doszło i co czuła stwierdziłam, może, a raczej na pewno trochę na wyrost - "Szkoda, że umiem pływać, też bym się zapisała na takie lekcje". Po kilku miesiącach zimą Kasia przylatuje do mnie i mówi: "Jedziemy razem na wakacje załatwiłam kurs żeglarski", kiedy już oswoiłam się z tą myślą, bo wcześniej tak myślałam o żeglowaniu jak o lataniu w kosmos, dowiedziałam się, jaki to ma być kurs. Nie wiem, czy chciałam, ale uważałam, że pojechać muszę, by nie wyjść przed Kaśką na idiotkę. Jechałam z mieszanymi uczuciami a wróciłam bardzo zadowolona. - Dalsze plany na przyszłość Zwracam się do Kapitana? - Przełamanie ludzkiego purytanizmu i wyjście na morze, duże obozy a potem wielki międzynarodowy rejs "Galery" dużym żaglowcem dookoła świata. - Kiedy ? - Może, za jakieś 2000 lat. - A naprawdę ? - Naprawdę, zawsze to będzie tylko odskocznia od szarego codziennego życia dla jednego postrzelonego faceta i kilku nietuzinkowych kobiet, którzy wspólnie przyjmują taką a nie inną konwencję spędzania własnego wolnego czasu. - Dziękuję za rozmowę Wywiad skopiowany ze strony www.sadomasoneria.pl/ . |